Formacja Akcji Katolickiej

Czerwiec 2011 r.  

Ks. dr Cezary Smuniewski

Świętość i blask Wcielenia w Eucharystii

Od kiedy Syn Boży przez Wcielenie przyszedł na ziemię, świętość Boga zamieszkała między nami. Ta świętość Boga, tak bardzo dostęp?na dzięki Wcieleniu, jest zarazem naszym uświęceniem i jest nam dana w Eucharystii. Czytam u bł. Jana Pawła II: "W pewnym sensie Maryja wyraziła swoją wiarę eucharystyczną, jeszcze zanim Eucharystia została ustanowiona, przez sam fakt ofiarowania swojego dziewiczego łona, aby mogło się dokonać Wcielenie Słowa Bożego. Eucharystia, odsyłając do męki i zmartwychwstania, wyraża jednocześnie ciągłość z tajemnicą Wcielenia. W zwiastowaniu Maryja poczęła Syna Bożego również w fizycznej prawdzie ciała i krwi, antycypując w sobie to, co w jakiejś mierze realizuje się sakramentalnie w każdym wie?rzącym, który przyjmuje pod postacią chleba i wina Ciało i Krew Pańską" (EdE 55).

Pragnę świętości i przyjmuję w Komunii świętej Chrystusa do swojego serca, do swojego życia, do swojej rodziny i środowiska. Przyjmuję Najświętszą Eucharystię tak jak Maryja w zwiastowaniu -- z wiarą i zawierzeniem. Pragnę ofiarować, tak jak Ona, wszystko Jezusowi, aby wszystko w moim życiu było spotkaniem Boga z człowiekiem, spotkaniem zjednoczenia -- tajemnicą Wcielenia. Przyjmuję Ciało i Krew, ca?łego Jezusa Chrystusa, aby wszystko, całe moje życie było przeniknięte obecnością Boga, który stał się tak bliski, który oddał mi siebie.

Pragnę świętości. Słucham nauczania kard. Stefana Wyszyńskiego: "Jeśli Maryja jest Matką Ciała Chrystusowego, jest też Matką Eucharystii". Każdego dnia podczas Mszy Świętej słyszę, jak Chrystus mówi: "to jest Ciało moje". Czytam dalej słowa Prymasa Tysiąclecia, który nawiązując do tych właśnie słów z konsekracji eucharystycznej -- "To jest Ciało moje" -- stwier?dza: ?któż ma prawo powiedzieć to samo? Tylko Jego Matka. Patrząc na krzyż mogła powiedzieć -- to jest Ciało moje". O Matko Najświętsza, bądź błogosławiona, Ty, która dałaś Bogu swoje ciało, aby On dawał się mi każdego dnia. Bądź pozdrowiona Ty, która: ,jakoby z nieba przy?chodząc wylałaś dla wszystkich ludów Kościoła pokarm słodszy od miodu - jeśli zaś ktoś zanie?dbałby go spożywać, nie miałby życia w sobie" (św. Maksym z Turynu + IV/V w).

W encyklice Ecclesia de Eućhaństia bł. Jan Paweł II pisze: "Istnieje (...) głęboka analogia pomiędzy fiat [niech się stanie] wypowiedzianym przez Maryję na słowa archanioła i amen, które wypowiada każdy wierny, kiedy otrzymuje Ciało Pańskie. Maryja była wezwana do wiary, że Ten,którego poczęła "za sprawą Ducha Świętego", był "Synem Bożym" (por. Łk 1,30-35). W ciągłości z wiarą Dziewicy, tajemnica eucharystyczna wymaga od nas wiary na wzór wiary Dziewicy, że ten sam Jezus, Syn Boży i Syn Maryi, uobecnia się w całym swoim Boskoludzkam jestestwie pod postaciami chleba i wina" (EdE 55).

Tyle razy przyjmowałem Komunię Świętą. Tyle razy mówiłem amen - niech tak się stanie. Tyle razy mówiłem Bogu TAK - niech się stanie to, co Ty, Boże, chcesz, niech się stanie według słowa Twego. Wierzę, że to Ty Jezu, przycho?dzisz do mnie, kiedy przyjmuję Najświętszy Sa?krament; wierzę, że Ty przymnażasz mi wiary, kiedy przyjmuję Najświętszy Sakrament; wierzę, że uczysz mnie mówić fiat wobec wszystkiego, co mi dajesz, kiedy przyjmuję Najświętszy Sa?krament. Proszę Cię, Panie, razem z Maryją, która przyjęła Ciebie do swojego życia, daj mi łaskę wiary, która rozbudza tęsknotę serca za Tobą - Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem. Okaż mi swoje miłosierdzie, abym trwał w zachwycie, żywiąc się Tobą, który uobecniasz się w całym Boskoludzkim zjednoczeniu pod postaciami chleba i wina.

Pragnę świętości. Twoje przyjście do mnie przemienia moje życie w to właściwe świętym. Uzdalnia mnie do pójścia z Tobą wszędzie. ?Jezu, kiedy przychodzisz do mnie [w] Komunii św. (pisała św. siostra Faustyna) - Ty, któryś raczył zamieszkać z Ojcem i Duchem Świętym w małym niebie serca mojego - staram się przez dzień cały Ci towarzyszyć, nie pozostawiam Cię samego ani na chwilę. Chociaż jestem w to?warzystwie ludzi czy razem z wychowankami, serce moje jest zawsze złączone z Nim. Kiedy zasypiam, ofiaruję mu każde uderzenie ser?ca swego, kiedy się przebudzę - pogrążam się w Nim bez słowa mówienia. Kiedy się prze?budzę, chwilę wielbię Trójcę Świętą i dzięku?ję, że raczyła mi darować jeszcze jeden dzień - że jeszcze raz się powtórzy we mnie tajem?nica Wcielenia Syna Twojego - że jeszcze raz w oczach moich powtórzy się bolesna męka Twoja. Wtenczas staram się ułatwić Jezuso?wi, aby przeszedł przeze mnie do dusz innych. Z Jezusem idę wszędzie, obecność Jego towarzyszy mi wszędzie" (Dzienniczek 486).

Panie Jezu żyjąc dzięki Eucharystii w blasku Twojego Wcielenia i Twojej bliskości z pomno?żoną wiarą, pragnę zanieść Ciebie do innych, Tak jak Twoja Mama, tak jak św. Faustyna, tak jak bł. Jan Paweł II, jak kard. Stefan Wyszyński i tylu świętych Twoich.

Kwiecień 2011 r.  

Ks. dr Cezary Smuniewski

Powołanie do świętości i Kościół

Kościół jest naturalnym środowiskiem odkrywania powołania do świętości i wzrostu w świętości. Miłość do Chrystusa zawiera w sobie miłość do Kościoła. Miłość do Pana Jezusa i podążanie za Jego nauczaniem, po Jego śladach, prowadzi w głąb życia i misji Kościoła. Chodzi tu o Kościół realny, który daje nam Pan wraz z darem swojego Ciała w Eucharystii, wraz z darem swojego słowa czytanego i rozumianego w ciągłości Tradycji, wraz z sukcesją apostolską. Kościół rozwija się ciągle w kontekście walki ludzi nieświętych o świętość osobistą. Czy może istnieć miłość do Chrystusa, która nie prowadzi do pokochania Kościoła?

W Adhortacji Ecclesia in Europa Jan Paweł II pisał o Kościele: "Powracając do Chrystusa, narody europejskie będą mogły odnaleźć tę jedyną nadzieję, która nadaje pełny sens życiu. Również dzisiaj mogą Go spotkać, bo Jezus jest obecny, żyje i działa w swoim Kościele: On jest w Kościele, a Kościół jest w Nim (por. J 15, Inn.; Ga 3, 28; Ef 4, 15-16; Dz 9, 5). W Kościele, mocą daru Ducha Świętego, nieustannie trwa Jego zbawcze dzieło" (EinEu, 22). Właśnie w taki Kościół, który jest Kościołem realnym, pielgrzymującym przez ziemię, wzrastają święci. W cytowanym powyżej dokumencie Jan Paweł II przypomina: "Owocem nawrócenia dokonującego się pod wpływem Ewangelii jest świętość licznych mężczyzn i kobiet naszych czasów. Nie tylko tych, którzy zostali oficjalnie ogłoszeni świętymi przez Kościół, ale również tych, którzy z prostotą i w codziennym życiu dali świadectwo swej wierności Chrystusowi. Nie sposób zapomnieć o niezliczonych synach i córkach Kościoła, którzy na przestrzeni dziejów kontynentu europejskiego realizowali wielkoduszną, autentyczną świętość w ukryciu życia rodzinnego, zawodowego i społecznego" (EinEu, 14). W tym także dokumencie Papież mówił o Akcji Katolickiej: "Wyrażając moje ogromne uznanie dla życia i działania różnych apostolskich stowarzyszeń i organizacji, a szczególnie Akcji Katolickiej" (EinEu, 16). W tym samym punkcie tegoż dokumentu Jan Paweł II zauważa, że wzrastające w Kościele ruchy i wspólnoty ?sprzyjają świętości ludu" (EinEu, 16).

Duch Święty nieprzerwanie odnawia i objawia piękno oblicza Kościoła, budząc w wielu świeckich nowe energie świętości. Akcja Katolicka powołana jest, aby urzeczywistniać prawdziwe oblicze Kościoła w świecie. Oznacza to, że winna się stawać coraz bardziej organizmem żyjącym w głębokiej komunii z Chrystusem, a przez Niego żyć coraz bardziej w Kościele. Prawdziwe oblicze Kościoła jest tożsame z obliczem Zmartwychwstałego Pana Jezusa.

Jednym z niebezpieczeństw jest szukanie i wyglądanie Kościoła nierealnego, Kościoła marzeń, Kościoła, który dopiero ma nadejść w nieokreślonej przyszłości. Kościoła, który nastąpi, gdy np. umrze obecne pokolenie, gdy zmienią się duchowni, gdy rozwiną się bardziej ruchy świeckich, gdy Kościół będzie bardzie ubogi, gdy zaakceptuje choćby rozwody, itp. Obawiam się, że jest to wyglądanie Kościoła subiektywnego, innego niż ten, który jest darem Boga. Oczekiwanie takiego Kościoła zazwyczaj widoczne jest wśród osób, które krytykują, czasem nawet słuszne sprawy, ale nie dążą do świętości osobistej, podążając wiernie za głosem Pana Jezusa. Bóg już dał Kościół i nie da innego. Bóg nie tyle zatroszczy się o Kościół, gdy ten się zmieni, co już troszczy się o Kościół i go prowadzi. Kościół bo?wiem jest nam dany nie po to, aby go reformować i zmieniać, ale aby go przyjąć i pokochać, aby ukazać o nim prawdę poprzez świętość osobistą.

Będąca w rękach Bożych przyszłość Kościoła jest także zależna od ludzi świętych żyjących w "dziś" Kościoła. Święci budują Kościół przyszłości. Jeśli jest mowa o kryzysach w Kościele czy o kryzysach ludzi Kościoła, to znaczyć może, że cho?dzi o kryzys odczytywania i rozumienia własnego, osobistego powołania ku świętości wśród dzieci Kościoła. Przyszłość Kościoła zależy od ludzi świętych. Oni "widzą wyraźniej", "analizują precyzyjniej", "rozumieją lepiej", "działają sprawniej i efektywniej" po prostu "żyją bardziej". Jutro Kościoła jest w rękach dziś żyjących świętych. Także o Kościele mogą powiedzieć najwięcej ci, którzy całym sercem kochają Pana Jezusa i całym sercem pragną świętości. Święci mówią prawdę o Kościele.

Luty 2011 r.  

Ks. dr Cezary Smuniewski

Świętość i słowo Boże

TRUDNO sobie wyobrazić realizację powołania do świętości bez słowa Bożego, bez spotkania z Bogiem mówiącym. Nie chodzi tu tylko o zapoznanie się z opisaną w Piśmie Świętym historią, ale o spotkanie z Bogiem, który mówi w moim „dziś”, w kontekście tego czym aktualnie żyję, moich spraw i mojej codzienności. Najnowsza Adhortacja Apostolska Benedykta XVI Verbum Domini o słowie Bożym w życiu i misji Kościoła jest wskazaniem na Jezusa Chrystusa -- Słowo Ojca. A przecież Jezus Chrystus objawia nam prawdę o Bogu i prawdę o człowieku. Objawia także nasze powołanie do świętości. Spotkanie ze Słowem jest zarazem zaproszeniem do Kościoła, w którym to Słowo rozbrzmiewa z jeszcze większą jasnością i mocą wzywając do świętości.

Znamienne jest, że w tekście o słowie Bożym Benedykt XVI przypomina świętych i błogosławionych, wymieniając bardziej znane przykłady: św. Antoniego Opata, Św. Bazylego Wielkiego, św. Benedykta, świętych Franciszka i Klarę z Asyżu, św. Dominika Guzmana, św. Teresę od Jezusa, św. Teresę od Dzieciątka Jezus, św. Ignacego Loyolę, św. Jana Marię Vianneya, św. Pio z Piertelciny, św. Józefa Marię Escriva, bł. Teresę z Kalkuty, męczenników nazizmu i komunizmu reprezentowanych z jednej strony przez św. Teresę Benedyktę od Krzyża (Edyta Stein), a z drugiej przez bł. Alojzego Stepinaca, kardynała, arcybiskupa Zagrzebia. Właśnie przypominając tych świętych i błogosławionych Papież stwierdza: „Każdy święty jest jakby promieniem światła wychodzącym ze słowa Bożego” (n. 48). Świętość związana ze słowem Bożym wpisuje się w tradycję prorocką, w której słowo Boże posługuje się życiem proroka. W tym sensie świętość w Kościele jest świadectwem o zrozumieniu Pisma i jego interpretacją.

Na drodze tego powołania szczególnym znakiem jest Najświętsza Maryja Panna, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana (por. Łk 1,45). Ewangelista św. Łukasz wskazuje zarazem na Maryję i tajemnicę słuchania. Jezus mówi: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk 8,21). Słysząc wołanie pewnej kobiety z tłumu, wychwalającej łono, które Go nosiło, oraz piersi, które ssał, Jezus wskazuje: błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i [go] przestrzegają (por. Łk 11,28). W ten sposób Pan Jezus ukazuje prawdziwą wielkość Maryi, a zarazem otwiera także przed każdym z nas drogę do świętości według wzoru ukazanego w swojej Matce. Dla wierzących słowo Boże jawi się także jako przestrzeń, w której rodzi się, dojrzewa i kształtuje osobista ich świętość.

Benedykt XVI przypomina w Verbum Domini o grzechu związanym z niesłuchaniem słowa Bożego: „Bardzo często, zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, spotykamy opis grzechu jako niesłuchanie słowa, jako zerwanie Przymierza, a więc jako zamknięcie się na Boga, zapraszającego do komunii z Nim. Pismo Święte istotnie pokazuje nam, że grzech człowieka jest zasadniczo nieposłuszeństwem i niesłuchaniem. (...) Dlatego ważne jest, by wierni potrafili rozpoznawać korzeń grzechu w niesłuchaniu słowa Pańskiego i przyjmować w Jezusie, Słowie Bożym, przebaczenie, otwierające nas na zbawienie” (n. 26). Na podstawie Verbum Domini Benedykta XVI podstawowymi środkami, związanymi ze słowem Bożym, służącymi na drodze świętości są: słuchanie słowa Bożego, wspólna i indywidualna lektura Pisma Świętego, odczytywanie znaczenia tekstu w łączności z Tradycją Kościoła, głoszenie słowa Bożego, które jest zadaniem wszystkich chrześcijan. Papież, mając na uwadze nierozerwalną więź między słowem Bożym i Maryją wskazał także na modlitwy maryjne, jako pomocy w rozważaniu świętych tajemnic, o których opowiada Pismo Święte: „Bardzo pożytecznym narzędziem jest na przykład indywidualny lub wspólnotowy Różaniec święty, w którym rozważa się wraz z Maryją tajemnice życia Chrystusa (...). Jest wskazane, aby zapowiedziom poszczególnych tajemnic towarzyszyły krótkie fragmenty Biblii, związane z daną tajemnicą, co ułatwi zapamiętanie niektórych znaczących sformułowań Pisma w odniesieniu do tajemnic życia Chrystusa” (n. 88). Oprócz Różańca Papież mówi między innymi o odmawianiu modlitwy Anioł Pański, w której prosimy Boga, aby za wstawiennictwem Maryi również nam było dane wypełniać, tak jak Ona, wolę Boga i przyjąć do swego wnętrza Jego Słowo (por. n. 88).

Myśląc o powołaniu do świętości realizowanym przez członków Akcji Katolickiej pragnących w swoim życiu kierować się słowem Bożym, wznoszę prostą modlitwę. Proszę razem z Benedyktem XVI, aby nasze życie stało się ziemią żyzną, na której Boski Siewca może siać słowo, by wydało w nas owoc świętości trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.. (Mk 4,20)„ (n. 49)..

Styczeń 2011 r.  

Ks. dr Cezary Smuniewski

Eucharystyczna droga ku świętości

BÓG, który powołuje człowieka ku świętości, do komunii wiecznej z Trójcą Świętą, już tu na ziemi obdarza człowieka darem z nieba -- Eucharystią, sakramentem komunii. Uroczystość Bożego Narodzenia przeżywana każdego roku jest wielkim świętem eucharystycznym, bowiem Syn Boży przyjął ciało i stał się człowiekiem, i właśnie to ciało, które przyjął z Dziewicy Maryi daje nam na pokarm. Jest to Święty Pokarm, który uzdalnia nas do świętości. W roku 1987 Jan Paweł II mówił do dzieci, które przyjęły pierwszy raz Komunię świętą: „Przyjmujcie często Jezusa! Trwajcie w Nim! Pozwólcie, żeby was przemieniał!”. O jakiej przemianie tu mowa? Chodzi o świętość człowieka, o jego zjednoczenie z Bogiem już tu na ziemi, takie zjed?noczenie, które antycypuje komunię z Trójcą Świętą w niebie. W liście do kapłanów w roku 2000 Jan Paweł II pisał wskazując na przyjmowanie Komunii świętej i płynącą z tego łaskę: „Przez dwa tysiące lat ten Sakrament był pokarmem niezliczonych wiernych. Z tego źródła wypłynęła rzeka łaski. Iluż świętych znalazło w nim nie tylko zadatek, ale prawie przedsmak Raju!”. To wskazanie na Eucharystię jako na pokarm jest zarazem zaproszeniem wiernych do jak najczęstszego komunikowania, za którym, niejako pod osłoną znaków chleba i wina, ukryte jest wejście w wieczność Boga.

Częsta Komunia święta jest wprost związana z codziennością osób świeckich -- zaan?gażowanych w sprawy związane z rodziną, pracą i zwykłymi zadaniami wykonywanymi każdego dnia. Wierni świeccy są wezwani i zaproszeni do intensywnego życia eucharystycznego, które prowadzi ich drogą świętości. Sakramentalne uczestnictwo we Mszy świętej jest nieustannie żywym źródłem zarówno życia duchowego, apostolatu, jak i wszelkiej dobrej działalności w świecie. O wiernych świeckich mówił w jednej z katechez Jan Paweł II: „Błogosławieni ci, którzy oprócz Mszy świętej i komunii niedzielnej czują również potrzebę częstego przystępowania do Komunii świętej, co zaleca tylu świętych, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w których coraz bardziej rozwija się apostolat świeckich”.

Z jednej strony, pragnienie świętości powinno się stawać pragnieniem Eucharystii, częstej Komunii świętej. Z drugiej strony, częste przystępowanie do stołu Pańskiego utwierdza w pragnieniu świętości. Częsta Komunia święta mobilizuje do regularnego rachunku sumienia, „gładzi grzechy powszednie" (KKK 1394). Wielokrotnie perspektywa przyjęcia Komunii świętej jest też dodatkową mobilizacją, aby oprzeć się pokusom i nie wejść na drogę grzechu. Eucharystia jest umocnieniem, rozpala w nas miłość przez co „zachowuje nas od przyszłych grzechów śmiertelnych” (KKK 1395). W Eucharystii, sakramencie „żywego chleba” (por. J 6,34), sam Jezus Chrystus wspiera nasze kroki na drogach ziemskiej pielgrzymki, tak że możemy powiedzieć za Apostołem Pawłem: Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2,20)..

Szczególnie ci, którzy są zaangażowani w różnego rodzaju działania w Kościele, także członkowie Akcji Katolickiej, do realizacji swojej misji potrzebują siły. W Eucharystii realizuje się zapewnienie Pana Jezusa, że On jest z nami zawsze, aż do skończenia świata (por. Mt 28,20), jest z nami, jako pokarm dający siłę i moc. Osoba, która rozeznała, że może podjąć posługę w Kościele i świecie poprzez działalność w Akcji Katolickiej stara się każdego dnia współpracować z łaską Bożą tak, aby Chrystus był coraz bardziej obecny w świecie, a świat był coraz bardziej Boży. Często przyjmowana Komunia eucharystyczna jest sposobem wchodzenia do świata z tym co najświętsze, z największym darem, jaki zostawił nam Pan Jezus dając siebie samego, zostając razem z nami. W ten sposób nasze przyjmowanie i „noszenie” w sercu Pana Jezusa jest posługą na rzecz uświęcenia świata, uświęcenia codzienności, przeniknięcia Bogiem rzeczywistości świeckiej, poza murami kościołów, tam gdzie pracujemy, zarabiamy pieniądze, uczymy się, itp.

Świętując Boże narodzenie, adorując Dzieciątko w żłóbku pomyślmy o ołtarzach w naszych Kościołach, na których każdego dnia podczas Mszy świętej „rodzi się” dla nas Pan Jezus, aby stawać się naszym pokar?mem i siłą do świętego życia. Patrząc na małego Pana Jezusa pomyślmy o tabernakulach w naszych Kościołach, w których jest obecny Odkupiciel, w których czeka na naszą modlitwę, naszą obecność i miłość. Na drodze ku świętości prowadzi nas Pan Jezus obecny w Najświętszym Sakramencie, dający się nam w Komunii świętej. Jest to droga pewna i przeszło ją już wielu świętych.

Listopad 2010 r.  

Ks. dr Cezary Smuniewski

Świętość i codzienność

Dużym niebezpieczeństwem jest mówienie o świętości człowieka jako o rzeczywistości dotyczącej jego życia wiecznego, tego co go czeka po śmierci. Bowiem świętość to nie jest kwestia odległej i odkładanej przyszłości, ale codzienności: tego czego doświadczamy w naszym „teraz”, czym żyjemy, co nas absorbuje każdego dnia, co nas pochłania i czym się zajmujemy. Przyszła świętość człowieka w ostatecznej i wiecznej komunii z Bogiem, którą nazywamy niebem, jest wprost związana z naszym „dziś”, z tym, jak przeżywamy nasze życie ziemskie. Pragnienie nieba nie może nas odrywać od świata, w którym żyjemy i który dał nam Bóg, ale winno nas jeszcze bardziej mobilizować do dobrego i odważnego, radykalnego i konsekwentnego zaangażowania w codzienność. Niebo bowiem nachyla się ku człowiekowi, gdy ten za nim tęskni: w domu, w pracy, na uczelni, podczas odpoczynku czy uprawiania sportu, itp.

Pozytywna odpowiedź człowieka na Boże powołanie do świętości, czyli pragnienie jej całym sercem, weryfikuje inne jego decyzje i całe postępowanie. Dopiero w perspektywie świętości Boga i Jego łaski uzdalniającej do życia i działania, niczym w świetle pozwalającym roślinom wzrastać i rozwijać się, człowiek może rozpoznawać wolę Bożą i właściwie działać. Konfrontacja codzienności z powołaniem do świętości, tak spraw zasadniczych dla życia i przyszłości, jak i powszednich drobnych decyzji, umożliwia realne i precyzyjne podążanie drogą zbawienia. To, że ktoś nie potrafi podejmować decyzji, często jest związane właśnie z brakiem odniesienia konkretnego dylematu do powołania ku świętości.

Należy się zapytać, które z wyjść w danej sytuacji przyczynia się bardziej do uświęcenia mojego i żyjących obok osób? Pytanie można postawić także inaczej: jak postępowali święci w podobnych sytuacjach? Dwa tysiące lat doświadczenia życia Kościoła w świecie często może przyjść tu z pomocą.

Codzienność człowieka jest wypełniona obecnością Pana Jezusa. Bóg w swoim Synu przez Jego wcielenie nie tylko przybliżył się do spraw ludzkich, ale rozpoczął je przeżywać. Syn Boży stał się człowiekiem, żył pośród ludzi, pośród codziennych zmagań i dylematów. Wraz ze zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem Pan Jezus nie przestał dzielić losu z ludźmi. Natura ludzka Pana Jezusa nie pozostała na ziemi, ale w niej Syn Boży przeszedł przez wydarzenia paschalne i wprowadził człowieczeństwo do nieba, w wewnętrzną przestrzeń życia Bożego. Syn Boży już na zawsze jest także człowiekiem. Oznacza to między innymi, że historyczna, ziemska codzienność Pana Jezusa, ta sprzed dwóch tysięcy lat, nie jest rzeczywistością zamkniętą, jakby skończoną. Historia Pana Jezusa żyje w Bogu nie jako wspomnienie, ale jako doświadczenie w Boskim teraz.

Codzienne sytuacje, zwykłe życie człowieka widziane z perspektywy Boga mają dobre ukierunkowanie, są bowiem wypełnione i uprzedzone łaską, która uzdalnia do dobrych rozwiązań i kroków. Dobra codzienność to święta codzienność. Dobry dzień to święty dzień. Świętości nie należy tu jednak mylić z błogością i sukcesami według oceny świata. Świętość w codzienności to raczej wojowanie, nieustanne szukanie, baczne obserwowanie rzeczywistości i prosta miłość, która wyraża się w ofierze z życia dla Boga tam, gdzie jesteśmy, gdzie jest nasze „teraz” i „dziś”.

Dla członków Akcji Katolickiej świętość w codzienności, pośród zwyczajnych działań, jest obowiązkiem. Światło Ewangelii, którym członkowie Akcji Katolickiej chcą rozświetlać różne przestrzenie życia świeckiego, w które są zaangażowani, domaga się świętych przewodników – precyzyjnych światłowodów. Ważne jest, aby każdego dnia nie tracić prostej świadomości: jestem dzieckiem Bożym a także członkiem Akcji Katolickiej – to zobowiązuje mnie do świętości. Samo to, że jestem ochrzczony, uzdalnia mnie i zobowiązuje do świętego życia, a moja decyzja o zaangażowaniu w Akcji Katolickiej jeszcze bardziej utwierdza mnie na dobrej i słusznej drodze. Decyzja o przynależności do Akcji Katolickiej jest jednym ze sposobów odpowiedzenia Bogu na Jego powołanie. Jest to decyzja, że w otaczającą rzeczywistość chce się wnieść to wszystko, co Bóg daje człowiekowi, aby ten jak najpiękniej i najpełniej przeżywał swoją codzienność, przybliżając się wraz z innymi do wzoru, który rozpoznajemy w Jezusie Chrystusie.

Przynależność do Akcji Katolickiej domaga się nieustannego pogłębiania. Mówiąc inaczej: należąc do Akcji Katolickiej, można każdego dnia należeć do niej jakby jeszcze bardziej. Jak to robić? Rozwijać i pielęgnować w sobie pragnienie świętości w codzienności. Przyszłość Akcji Katolickiej Bóg wkłada każdego dnia w nasze ręce. Sukces Akcji Katolickiej i prowadzonej przez nią działalności w świecie zależy każdego dnia od świętości jej członków, zależy od nas, zależy ode mnie.

Październik 2010 r. 

Ks. dr Cezary Smuniewski

Powołanie do świętości

Świętość nie jest przywilejem niektórych chrześcijan, ale obowiązkiem wszystkich. Właśnie obowiązek dążenia do świętości, pragnienie świętości w życiu ochrzczonych jest normą określającą codzienność. Owa norma wyznacza także środki, jakie należy zastosować w życiu i całej swojej aktywności, tak w życiu rodzinnym, zawodowym, jak i wewnątrz wspólnoty wierzących. Chrześcijanie zaangażowani w różnego rodzaju działania i akcje nie mogą stracić perspektywy, zasadniczego celu i fundamentu a zarazem środka działań – świętości. W Adhortacji Apostolskiej Christifideles laici (dokument o powołaniu i misji świeckich w Kościele i świecie) Jan Paweł II pisał: „Godność świeckich katolików ukazuje się nam w pełni, gdy rozważamy pierwsze i podstawowe powołanie, które Ojciec w Jezusie Chrystusie i przez Ducha Świętego kieruje do każdego z nich, powołanie do świętości, czyli do doskonałości w miłości. Święty jest najwspanialszym świadectwem godności otrzymanej przez ucznia Chrystusa” (n. 16). Chodzi zatem o prawdę o katolikach, a ta ujawnia się dopiero, gdy widzimy ich w perspektywie Bożego działania – powołania do świętości, doskonałej miłości.

To działanie Boga – wyjście Boga ku człowiekowi – jest wezwaniem dla chrześcijan „aby w całym postępowaniu stawali się świętymi” (por. 1 P 1,15). Działania ludzkie poprzedzone są bowiem działaniem Boga zmierzającym do uświęcenia człowieka. Pomimo jednak tego, że świętość chrześcijan jest wydarzeniem społecznym, ponieważ urzeczywistnia się we wspólnocie Kościoła, wszyscy bowiem wierni z tytułu swej przynależności do Kościoła otrzymują powszechne powołanie do świętości i w nim współuczestniczą, to jednak kwestią zasadniczą jest świętość osobista. Właśnie troska o osobistą świętość pozwala wierzącemu jasno widzieć cel jego życia, budować na właściwym fundamencie i obficie czerpać ze środków służących uświęceniu. Podejmowane zatem w świecie działania, różnego rodzaju zaangażowanie nie może być odseparowane od źródła, którym jest Bóg uświęcający człowieka we właściwej sobie dynamice miłości.

Jak wyjść naprzeciw temu darowi Bożemu? Jak mają sprostać temu celowi chrześcijanie zaangażowani w świecie w różnego rodzaju działania i akcje zazwyczaj przecież zupełnie o charakterze świeckim?

Pierwszym i podstawowym środkiem jest modlitwa indywidualna i wspólnotowa. Wprowadzając chrześcijaństwo w trzecie tysiąclecie, Jan Paweł II przypominał, że sztuki modlitwy chrześcijanie powinni uczyć się, przyswajać ją sobie wciąż na nowo od samego boskiego Mistrza, jak pierwsi uczniowie: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1). W modlitwie toczy się bowiem dialog z Chrystusem, dzięki któremu stajemy się Jego przyjaciółmi: „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was” (J 15,4) (por. NMI 32). Ta intymna relacja Nauczyciela z uczniem jest duszą życia chrześcijańskiego i warunkiem wszelkiego autentycznego zaangażowania. Jeśli modlitwa to przebywanie z Bogiem, to czy ci, którzy chcą działać w Kościele i świecie, nie powinni wytrwale dbać o życie w obecności Bożej, o obecność przy boku Tego, który nieustannie działa w swoim Kościele i świecie?

Drugim środkiem jest życie sakramentalne. Codzienna troska o stan łaski uświęcającej, częsta komunia święta i spowiedź święta. Jest to nasz – wierzących – niezastąpiony sposób na życie w obecności Bożej, sposób na świętość. Jeżeli chcemy działać w świecie, otwórzmy się na Boże dzielenie w sakramentach.

Trzecim środkiem jest dążenie do profesjonalizmu w działaniach codziennych. Wykonywanie codziennych obowiązków ojca, matki, pracownika, pracodawcy, ucznia, itd., jeśli czynimy to z coraz większą miłością i robimy to coraz lepiej, to otwieramy się na dar świętości w codzienności. Bóg jest profesjonalistą w dziele uświęcania człowieka – możemy być i powinniśmy być świętymi profesjonalistami w naszych codziennych działaniach i akcjach.

Dążenie do świętości jest źródłem apostolskiej energii. Dla członków Akcji Katolickiej troska o świętość osobistą i w konsekwencji przyjmowanie tego daru Bożego jest źródłem siły niezbędnej do podejmowania codziennych działań wewnątrz poszczególnych oddziałów na poziomie parafii i diecezji. Misja Kościoła, dzieło nowej ewangelizacji, potrzebuje świętych członków Akcji Katolickiej. Oznacza to, że zaangażowanie w Akcję Katolicką nie może być postrzegane inaczej, jak konsekwentne podążanie drogą świętości dzieci Bożych i uczniów Chrystusa żyjących i ofiarnie działających w świecie.

Takie życie jest możliwe. Święci, tylu świętych świeckich katolików beatyfikowanych i kanonizowanych w ostatnich latach nam o tym przypominają i nas na dobrej drodze utwierdzają.

Luty 2010 r.

W poprzednim artykule formacyjnym zapoznawaliśmy się z wprowadzeniem Abp. Stanisława Gądeckiego, Przewodniczącego Komisji Duszpasterstwa Komisji Episkopatu Polski, do tegorocznego programu duszpasterskiego „Bądźmy świadkami Miłości”. W naszej pracy formacyjnej sięgnijmy teraz do Encykliki Ojca Świętego Benedykta XVI „Deus Caritas est”, gdzie czytamy: „Miłość Boga wobec nas jest sprawą zasadniczą dla życia i niesie ze sobą decydujące pytania o to, kim jest Bóg i kim my jesteśmy. W tym kontekście przeszkodę stanowi przede wszystkim język. Termin „miłość” stał się dziś jednym ze słów najczęściej używanych i także nadużywanych, którym nadajemy znaczenia zupełnie różne. Wspominamy przede wszystkim szerokie pole semantyczne słowa miłość: mówi się o miłości ojczyzny, o umiłowaniu zawodu, o miłości między przyjaciółmi, o zamiłowaniu do pracy, o miłości pomiędzy rodzicami i dziećmi, pomiędzy rodzeństwem i krewnymi, o miłości bliźniego i o miłości Boga. Jednak w całej tej wielości znaczeń, miłość między mężczyzną i kobietą, w której ciało i dusza uczestniczą w sposób nierozerwalny i w której przed istotą ludzką otwiera się obietnica szczęścia, pozornie nie do odparcia, wylania się jako wzór miłości w całym tego słowa znaczeniu, w porównaniu z którym na pierwszy rzut oka każdy inny rodzaj miłości blednieje. Rodzi się więc pytanie: czy wszystkie te formy miłości w końcu w jakiś sposób się jednoczą i miłość, pomimo całej różnorodności swych przejawów, ostatecznie jest tylko jedna, czy raczej używamy po prostu tylko tego samego słowa na określenie całkowicie innych rzeczywistości”? (Deus Caritas est, 2)
„Nasze refleksje o istocie miłości, początkowo raczej filozoficzne, przywiodły nas, przez dynamikę wewnętrzną, aż do wiary biblijnej. Na początku zostało postawione zagadnienie, czy różne, a nawet przeciwstawne znaczenia słowa miłość mają na myśli jakąś głęboką jedność, czy raczej powinny pozostawać rozdzielone. Przede wszystkim jednak wynikła kwestia, czy przesłanie o miłości ogłoszone nam przez Pismo Święte i Tradycję Kościoła miałoby coś wspólnego z powszechnym doświadczeniem ludzkiej miłości, czy wręcz przeciwstawiałoby się jemu. W tym względzie natrafiliśmy na dwa fundamentalne słowa: eros jako określenie miłości „ziemskiej” i agape jako wyrażenie oznaczające miłość opartą na wierze i przez nią kształtowaną. Obydwa pojęcia są często przeciwstawiane jako miłość „wstępująca” i miłość „zstępująca”. Są także inne podobne klasyfikacje, jak na przykład rozróżnienie pomiędzy miłością posesywną i miłością ofiarną (amor concupiscentiaeamor benevolentiae), do którego czasami bywa dołączona jeszcze miłość interesowna.
W dyskusji filozoficznej i teologicznej te rozróżnienia często były zradykalizowane aż do autentycznego przeciwstawienia: typowo chrześcijańską byłaby miłość zstępująca, ofiarna, właśnie agape; kultura zaś niechrześcijańska, przede wszystkim grecka, charakteryzowałaby się miłością wstępującą, pożądliwą i posesywną, czyli erosem. Chcąc doprowadzić do ostateczności to przeciwstawienie, istota chrześcijaństwa byłaby oderwana od podstawowych relacji życiowych ludzkiego istnienia i stanowiłaby dla siebie odrębny świat, który mógłby być uważany jako godny podziwu, ale całkowicie odcięty od całości ludzkiej egzystencji. W rzeczywistości eros i agape – miłość wstępująca i miłość zstępująca – nie dają się nigdy całkowicie oddzielić jedna od drugiej. Im bardziej obydwie, niewątpliwie w różnych wymiarach, znajdują właściwą jedność w jedynej rzeczywistości miłości, tym bardziej spełnia się prawdziwa natura miłości w ogóle. Także jeżeli eros początkowo jest przede wszystkim pożądający, wstępujący. fascynacja ze względu na wielką obietnicę szczęścia, w zbliżeniu się potem do drugiej osoby będzie stawiał coraz mniej pytań o siebie samego, będzie coraz bardziej szukał szczęścia drugiej osoby, będzie się o nią coraz bardziej troszczył, będzie się poświęcał i pragnął „być dla niej”. W ten sposób włącza się w niego moment agape; w przeciwnym razie eros upada i traci swoją własną naturę. Z drugiej strony, człowiek nie może żyć wyłącznie w miłości zstępującej. Nie może zawsze tylko dawać, musi także otrzymywać. Kto chce ofiarować miłość, sam musi ją otrzymać w darze. Oczywiście, człowiek może – jak mówi nam Chrystus - stać się źródłem, z którego wypływają rzeki żywej wody (J 7, 37- 38). Lecz aby stać się takim źródłem, sam musi pić wciąż na nowo z tego pierwszego, oryginalnego źródła, którym jest Jezus Chrystus, z którego przebitego Serca wypływa miłość samego Boga (J 19, 34).” (Deus Caritas est, 7)

  Do druku (formacja)  

Styczeń 2010 r.

Abp Józef Michalik

Wiek XXI woła o misyjność katolickiego laikatu! –
refleksje nie tylko dla członków Akcji Katolickiej

Eklezjologia II Soboru Watykańskiego rozwijana przez Synody Biskupów i przedstawiona przez Jana Pawła II w Christifidelis laici mówi o Kościele -- Komunii, czyli szczególnej jedności z Bogiem i ludźmi, realizowanej dzięki Jezusowi Chrystusowi. Tu się zawiera główna treść „tajemnicy” i ujawnia się zarys Boży zmierzający do zbawienia ludzkości (por. Chr.L. 19).
Jeśli Kościół jest Komunią, to być chrześcijaninem znaczy współ -- istnieć, wespół -- narodzić się do nowego życia; to znaczy zbliżyć się, przystąpić do Komunii z Ojcem przez Chrystusa w Duchu Świętym.
Kościół jest Komunią, bo jest zrodzony przez Eucharystię -- Tajemnicę Zbawczej Śmierci i Zmartwychwstania i jest wkorzeniony w Tajemnicę Trójcy Świętej, wszak nasze wszczepienie przez chrzest w Chrystusa łączy z Ojcem dzięki Duchowi Świętemu.
Kościół jest także komunią osób, nas wszystkich, zjednoczonych jedną wiarą, chrztem i jednością uczestnictwa w Eucharystii. Pamiętając zaś, że Wcielenie Słowa Bożego dokonało się dzięki Maryi, widzimy, że zarówno cały Kościół jak i każdy chrześcijanin wchodzi w szczególny sposób w relacje z Matką Zbawiciela. Misterium Kościoła ujawnia i wprowadza w tę relację z Maryją, co staje się codziennym oddechem naszej wiary, modlitwy i apostolskiego powołania. Maryja nieustannie daje światu Chrystusa!
Komunia zakłada jedność, szuka wspólnoty i dlatego realizuje się poprzez działalność, misyjność: Jan Paweł II, powie, że: Komunia jest misyjna, misja zaś służy Komunii (Chr. L. 32).
Każdy ochrzczony przeżywać powinien swoją komunię z Bogiem i współbraćmi w wierze, utożsamiając się z misją Kościoła w świecie, traktując ją jako swoje powołanie. Zatem przejąć Chrystusową, zbawczą misję w świecie to znaczy ujawnić swoją tożsamość chrześcijańską i realizować swoje powołanie.
Nasza obecność jako chrześcijan w świecie zakłada znajomość wiary, a nawet taką znajomość, którą daje zjednoczenie, „komunia” z Chrystusem i z ludźmi oraz taką znajomość świata, sytuacji krańcowych, warunków życia, taki bezpośredni kontakt z wydarzeniami, z mentalnością systemów i ludzi współczesnych decyzji, że chrześcijanin czuje niejako ich obecność „w sobie”; czuje, że to, co się dzieje wokół niego, jest częścią jego samego, która jednak powinna być przeniknięta nadprzyrodzonością, łaską „pociągnięta” do Komunii z Bogiem.
Żywy Kościół przeżywa i realizuje swą Tajemnicę w świecie, w biegu wydarzeń historycznych. Nie istnieje Kościół w opozycji (zwalczaniu) do świata. Jego zadaniem jest przenikać ten świat mądrością Wcielonego Słowa i rzeczywistość ziemską uświęcać obecnością Ducha Świętego. To jest również zadanie, misja, powołanie każdego chrześcijanina.
A zatem teologia laikatu ujawnia swój aspekt praktyczny, wymiar konkretnego zaangażowania wynikającego z motywów wiary i należy do kategorii teologii pastoralnej motywującej duszpasterstwo. Od głębi i „atrakcyjności” tej teologii będzie zależeć duchowość laikatu i pasja misyjna świeckich oraz skuteczność ich zaangażowania eklezjalnego.

1. Jak chrześcijanin XXI wieku może przeżywać swoją świeckość

Świadomy chrześcijanin odzwierciedla swoim życiem Chrystusa i razem z Nim ujawnia zbawczy charakter Kościoła: jest widzialny, rozpoznawalny przez swoją wiarę, a użyteczny przez aktywność, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z głębi tajemnicy obecności Bożej, w której uczestniczy, zawsze eschatologicznej, zawsze prowadzącej do zbawienia. Chrześcijanin zatem troszczy się o utrzymanie ścisłej relacji z Chrystusem, aby wypełniać Jego zbawczą misję wobec świata: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). To zbawcze posłanie Syna Bożego jest ciągle kontynuowane poprzez misję ludzi Kościoła. A zatem jest to posłanie i zadanie każdego ochrzczonego. Każdy z nas jest nieustannie posyłany do świata, aby ten świat nie zginął, a ożywał poprzez łaskę i nadzieję zbawienia.
Kościół poprzez kontakt ze światem także nieustannie się realizuje, rozwija, wzrasta, zachowując zawsze swą tożsamość Ludu Bożego w drodze do pełni zbawienia -- powie Papież Benedykt XVI do Kurii Rzymskiej (22.12.2005).
W relacji do wiary należy zatem unikać szkodliwych ograniczeń, które stają się niekiedy postulatem, aby na wiarę patrzeć i doceniać ją w jej wymiarze osobowym, prywatnym, jednostkowym. Typowe są tu określenia: „najważniejsze, abym ja wierzył”, „tylko sumienie człowieka się liczy”, „mój kontakt z Bogiem i Kościołem jest ważny”, etc. Tymczasem trzeba pamiętać, że Chrystus jest posłany do wszystkich ludzi i Kościół jest posłany do całego świata. I to posłanie realizujemy zarówno osobiście, indywidualnie, jak i we wspólnocie Kościoła: w parafii, diecezji, wspólnie z innymi, także z biskupami i papieżem. Świadectwo naszej wiary ma wymiar osobisty, cichy, niekiedy niewidoczny, ale także zbiorowy, wspólny, społeczny. Głos Kościoła powinien docierać do różnych społeczności tego świata, podobnie jak dotyka sumienia poszczególnych ludzi.
Nie powinno się też zafałszowywać, ograniczać wiary chrześcijańskiej tylko do objawów „religii zewnętrznej” czy tylko do nauczania o Bogu, zbawieniu lub relacjonowaniu zasad etyki. Wiara jest spotkaniem Chrystusa i to takim, które włącza w krąg Jego uczniów, a zatem domaga się przemiany własnego życia. Papież Jan Paweł II mówił, że „wiara staje się kulturą”, a więc twórczą realizacją życia na wszystkich jego poziomach. To właśnie wśród rzeczywistości ziemskich, w świecie, który nieustanie się zmienia, chrześcijanie (Kościół) realizują powołanie, dają świadectwo obecności Boga w ich życiu. Niekiedy to świadectwo bywa trudne aż do męczeństwa, ale zawsze świadome i ochocze.
Obecność niezmiennej wiary i Kościoła w świecie domaga się właściwego rozeznania i szacunku do tego, co jest pozytywne w tym świecie, aby dialog i misja wierzących mogła mieć właściwe oparcie. Zachodzi więc potrzeba, a nawet konieczność wypracowania i wychowania nowej „laickości” świeckich, przekonania do nowego spojrzenia na świeckość, otwarcia na świat współczesny, na nowe budzące się prądy myślowe i nowe propozycje rozwiązań jawiących się problemów.
Bez pogłębionego wzajemnego kontaktu lekarzy, ekonomistów, polityków i naukowców, bez prawdziwego porozumienia z rolnikami i robotnikami nie będzie możliwe „wkorzenienie się” w tę współczesną mentalność i zaoferowanie jej twórczej świeżości ewangelicznej. Nowoczesny chrześcijanin świecki powinien zatem:

  1. zaakceptować swoją świeckość, jednocześnie ceniąc swoją godność dziecka Bożego zachowującego bezpośredni, stały kontakt z Bogiem;
  2. rozpoznać swoje zadania i możliwości w realizowaniu misji Kościoła, pamiętając przy tym, że czasami etap przed-ewangelizacyjny bywa długi i trudny, i że świat bardziej otwarty jest na świadków żyjących wiarą, niż na jej głosicieli;
  3. zachować cierpliwość, szacunek i zaufanie wobec świata i ludzi, widzieć pozytywy, uznać sukcesy innych, ale jednocześnie pokornie szukać okazji do „wspólnej drogi”; pomocą szczególną w tym dialogu będzie modlitwa;
  4. nigdy nie rezygnować ze swej misji, pamiętając, że zadaniem Kościoła (i naszym), nie jest zwyciężać, pokonywać, osiągać widzialne sukcesy, ale głosić, dawać świadectwo na wzór Mistrza, który przegrywając, zwyciężył.

  Do druku (formacja)     Cały tekst artykułu

Grudzień 2009 r.

Adwentem rozpoczynamy nowy rok kościelny. W praktyce kościelnej każdy rok ma wyznaczony przez Episkopat Polski program duszpasterski. Tegoroczny określa hasło: „Bądźmy świadkami Miłości”. Abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Komisji Episkopatu Polski we wprowadzeniu do tegorocznego programu tak napisał. „W pierwszą niedzielę Adwentu 2009 rozpocznie się wprowadzanie w życie następnego etapu ogólnopolskiego programu duszpasterskiego 2005-2010. Jak wiemy, jego tematem przewodnim jest motto „Kościół niosący Ewangelię nadziei”. Kolejne lata tego programu zakładały następujące treści: – 2005/2006 – „Przywracajmy nadzieję ubogim”
– 2006/2007 – „Przypatrzmy się powołaniu naszemu”
– 2007/2008 – „Bądźmy uczniami Chrystusa”
– 2008/2009 – „Otoczmy troską życie”
– 2009/2010 – „Bądźmy świadkami Miłości”
Tym razem podejmujemy więc ostatni z przyjętych tematów, który brzmi: „Bądźmy świadkami Miłości”. Chrystus jest doskonałym obrazem Miłości Boga, a my, jego uczniowie, traktujemy ją jako naczelną zasadę naszego życia. Stąd też głównym celem tego programu jest: – otwarcie się na Miłość po to, by dojść do „jedności życia” (Jan Paweł II) albo „spójności życia” (Benedykt XVI),
– rozbudzenie dynamizmu ewangelizacyjnego,
– budowanie solidarności społecznej.
Warto zauważyć, że w nowym haśle pojawia się słowo „Miłość” pisane dużą literą. Chcemy przez to zwrócić uwagę, że nie idzie tu po prostu o każdy rodzaj miłości, ale o tę pochodzącą „z góry”, ze źródła, jakim jest Trójca Przenajświętsza. W odróżnieniu od niej „miłość” pisana małą literą wskazuje na swoje ludzkie pochodzenie, na jej ziemskie źródła. Między „Miłością” a „miłością” istnieje kolosalna różnica. Oprócz tego, że jedna jest zstępująca, a  druga wstępująca, miłość pochodząca od człowieka jest zazwyczaj otwarta i ofiarna jedynie dla przyjaciół. Natomiast Miłość pochodząca „z góry” nie czyni różnicy między przyjaciółmi i wrogami; jest w równy sposób otwarta na jednych i drugich, tak jak Bóg – podobny do słońca – jest otwarty na sprawiedliwych i niesprawiedliwych bez różnicy, dopóki pielgrzymują po ziemi. Ojciec Święty Benedykt XVI uczy: Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (1 J 4,16). Słowa z Pierwszego Listu św. Jana wyrażają ze szczególną jasnością istotę wiary chrześcijańskiej: chrześcijański obraz Boga i także wynikający z niego obraz człowieka i jego drogi. Oprócz tego, w tym samym wierszu św. Jan daje nam jakby zwięzłą zasadę chrześcijańskiego życia: Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam. Uwierzyliśmy miłości Boga, tak chrześcijanin może wyrazić podstawową opcję swego życia. U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie. Św. Jan przedstawił w swojej Ewangelii to wydarzenie w następujących słowach: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy... miał życie wieczne (3,16)” (Deus Caritas est, 1).
W otwarciu się na Miłość idzie o odczytanie na nowo skarbu wiary i zafascynowanie się nim (inicjacja chrześcijańska), ponowne odkrycie Miłości, którą jest Pan Bóg, przylgnięcie na nowo do Chrystusa, wcielonej Miłości Boga i umocnienie własnej tożsamości chrześcijańskiej.
Przy rozbudzeniu dynamizmu ewangelizacyjnego chodzi o ukazanie dzieła ewangelizacji jako podstawowego zadania Ludu Bożego, potwierdzenie prawdy, iż cały Kościół jest misyjny, ukazanie entuzjazmu wiary, odkrycie osobistego i wspólnotowego potencjału misyjnego, pobudzenie gotowości i potrzeby dzielenia się wiarą, nadzieją i miłością tak wobec niewierzących (ad gentes), wobec wierzących (duszpasterstwo), jak i wobec tych, którzy pogubili się (nowa ewangelizacja).
Gdy idzie o budowanie solidarności społecznej, potrzeba, abyśmy ożywili miłość miłosierną (Caritas, miłość nieprzyjaciół), abyśmy pracowali nad umocnieniem miłości małżeńskiej i rodzinnej, angażowali się na rzecz dobra wspólnego, postawą abstynencji wspierali tych, którzy zmagają się z nałogiem alkoholizmu.
Z okazji Uroczystości Narodzenia Pańskiego i Nowego Roku, życzę wszystkim czytelnikom ciągłego odkrywania miłości Boga, która objawia się w historii naszego życia, jak objawiła się w historii ludzkości przez narodzenie Jezusa. Piękne dekoracje świąteczne są wyrazem naszego podziwu dla miłości Boga. Oby w naszym życiu nie zabrakło pięknych uczynków, które przez cały nowy rok będą świadectwem, że jesteśmy świadkami Miłości.

Ks. Andrzej Parys
Asystent Kościelny Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej.

Listopad 2009

DOBIEGA końca tegoroczny rok duszpasterski obchodzony pod hasłem: „Otoczmy troską życie”. Od Adwentu rozpoczniemy nowy rok duszpasterski pod hasłem: „Bądźmy świadkami miłości” Na zakończenie naszych tegorocznych rozważań pragnę jeszcze zaakcentować troskę o życie wieczne u Boga dla naszych zmarłych. Przypomnijmy sobie naukę Kościoła o życiu, śmierci i wieczności, zawartą w Katechizmie Kościoła Katolickiego:
„Dzięki Chrystusowi śmierć chrześcijańska ma sens pozytywny. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk (Flp 1,21)”. Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy (2 Tm 2,11). Istotna nowość śmierci chrześcijańskiej polega na tym, że przez chrzest chrześcijanin już w sposób sakramentalny „umarł z Chrystusem”, by żyć nowym życiem. Jeżeli umieramy w łasce Chrystusa, przez śmierć fizyczną wypełnia się to „umieranie z Chrystusem” i dopełnia w ten sposób nasze wszczepienie w Niego w Jego akcie odkupieńczym. W śmierci Bóg powołuje człowieka do siebie. Dlatego chrześcijanin może przeżywać wobec śmierci pragnienie podobne do pragnienia św. Pawła: Pragnę odejść, a być z Chrystusem (Flp 1,23); może przemienić własną śmierć w akt posłuszeństwa i miłości wobec Ojca, na wzór Chrystusa. Chrześcijańska wizja śmierci jest wyrażona szczególnie trafnie w liturgii Kościoła:
Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.
Śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka, czasu łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu. Gdy zakończy się „jeden jedyny bieg naszego ziemskiego żywota”, nie wrócimy już do kolejnego życia ziemskiego. Postanowione ludziom raz umrzeć (Hbr 9,27). Po śmierci nie ma reinkarnacji. KKK 1010–1013”.
„Śmierć kończy życie człowieka jako czas otwarty na przyjęcie lub odrzucenie łaski Bożej ukazanej w Chrystusie. Nowy Testament mówi o sądzie przede wszystkim w perspektywie ostatecznego spotkania z Chrystusem w Jego drugim przyjściu, ale także wielokrotnie potwierdza, że zaraz po śmierci każdego nastąpi zapłata stosownie do jego czynów i wiary. Przypowieść o ubogim Łazarzu i słowa Chrystusa wypowiedziane na krzyżu do dobrego łotra, a także inne teksty Nowego Testamentu mówią o ostatecznym przeznaczeniu duszy, które może być odmienne dla różnych ludzi.
Każdy człowiek w swojej nieśmiertelnej duszy otrzymuje zaraz po śmierci wieczną zapłatę na sądzie szczegółowym, który polega na odniesieniu jego życia do Chrystusa i albo dokonuje się przez oczyszczenie, albo otwiera bezpośrednio wejście do szczęścia nieba, albo stanowi bezpośrednio potępienie na wieki”. KKK 1021–1022
„Ci, którzy umierają w lasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba. To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem. Naukę wiary dotyczącą czyśćca sformułował Kościół przede wszystkim na Soborze Florenckim i na Soborze Trydenckim. Tradycja Kościoła, opierając się na niektórych tekstach Pisma świętego, mówi o ogniu oczyszczającym:
Co do pewnych win lekkich trzeba wierzyć, że jeszcze przed sądem istnieje ogień oczyszczający, według słów Tego, który jest prawdą. Powiedział On, że jeśli ktoś wypowie bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu, nie zostanie mu to odpuszczone ani w tym życiu, ani w przyszłym (Mt 12,32). Można z tego wnioskować, że niektóre winy mogą być odpuszczone w tym życiu, a niektóre z nich w życiu przyszłym.
Nauczanie to opiera się także na praktyce modlitwy za zmarłych, o której mówi już Pismo święte: Dlatego właśnie (Juda Machabeusz) sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu (2 Mch 12,45). Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną, by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga. Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych” KKK 1030–1031.
W listopadzie liczniej niż w ciągu roku odwiedzamy cmentarze. Raduje nas wygląd zadbanych grobów, przyozdobionych kwiatami i zniczami. Nie możemy jednak zapomnieć o tym, przez co skutecznie okazujemy naszą troskę o życie wieczne bliskich zmarłych. Oby nie było tak, że bardziej dbamy o groby zmarłych niż o samych zmarłych, którzy przecież żyją.

Ks. Andrzej Parys
Asystent Kościelny Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej.

Październik 2009

KONTYNUUJĄC rozważania nad tegorocznym tematem duszpasterskim przyjmijmy słowa naszych pasterzy, którzy w ostatnim czasie wypowiadali się na temat troski o życie człowieka.

Oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z 25 IX 2009:

Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z wielkim niepokojem przyjęło decyzję Sądu Okręgowego w Katowicach z dnia 23 września br. w sprawie artykułów „Gościa Niedzielnego” dotyczących moralnej oceny aborcji. Traktujemy ten wyrok jako zamach na wolność słowa i na prawo Kościoła do moralnej oceny postaw ludzkich.
Kościół nigdy nie przekreśla człowieka, ale potępia grzech i zło, zwracające się zawsze przeciw samemu człowiekowi. Prawo do życia od początku aż do naturalnej śmierci jest podstawowym prawem ludzkim i jego obrona ma charakter uniwersalny.
Głoszenie Ewangelii życia uważa Kościół za swój podstawowy obowiązek.
Odmawianie mu tego prawa, a co gorsza nakładanie sankcji karnych za przypominanie prawdy o tym, że nikt nie ma władzy nad życiem drugiego człowieka, jest niedopuszczalnym ograniczaniem misji Kościoła.
Wyrażamy solidarność z tygodnikiem „Gość Niedzielny” i jego redaktorem naczelnym. Podkreślamy zasługi gazety w propagowaniu wartości rodzinnych i społecznych oraz w ukazywaniu roli Kościoła w życiu Narodu. Ufamy, że prasa katolicka w Polsce będzie dalej wypełniać godnie swe zadania, broniąc podstawowych wartości, na których zbudowana jest nasza cywilizacja. Wszystkim stającym w obronie życia i godności człowieka udzielamy pasterskiego błogosławieństwa.

Wezwanie Arcybiskupa Warszawskiego do modlitwy w obronie życia z 13 IX 2009:

Za trzy miesiące dobiegnie końca trwający aktualnie rok pracy duszpasterskiej pod hasłem „Otoczmy troską życie”. Chcemy, aby owocem tego programu duszpasterskiego było uwrażliwienie Kościoła i społeczeństwa na potrzebę ochrony życia we wszystkich jego przejawach. W obliczu licznych zagrożeń życia ludzkiego i trwającej debaty publicznej zmierzającej do ustanowienia prawa porządkującego kwestie bioetyczne (in vitro) pragnę, aby w Kościele warszawskim trwało modlitewne czuwanie będące wsparciem ludzi dobrej woli, zabiegających o poszanowanie życia ludzkiego od poczęcia aż do naturatnej śmierci. Wszystkich wiernych proszę, aby w powyższych intencjach ofiarowali swoje prywatne modlitwy i wyrzeczenia.
W ważnych momentach życia Kościoła zawsze gromadziliśmy się przy Chrystusie Eucharystycznym, aby przedstawiać Mu nasze problemy i wypraszać na ten moment dziejów konieczne łaski – i dziś jest taka potrzeba. Dlatego też proszę, aby w dniach od 13 września do 29 listopada br. (do I niedzieli adwentu), we wszystkich parafiach wierni gromadzili się na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem w powyższych intencjach. Dla Warszawy takim centralnym miejscem modlitwy adoracyjnej ustanawiam kościół Sióstr Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu 34. W tym kościele modlitwa adoracyjna będzie trwała przez cały tydzień z wyjątkiem niedzieli. Poza tym całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu będzie odbywała się w poszczególne dni tygodnia w 12 wyznaczonych kościołach:

poniedziałek – kościół pw. św. Stanisława Kostki
wtorek – kościół pw. św. Marcina
środa – kościół pw. św. Jakuba Ap.
czwartek – kościół pw. Wszystkich Świętych
czwartek – kościół pw. św. Alojzego Orione
czwartek – kościół pw. św. Tadeusza Ap.
czwartek – kościół pw. św. Zygmunta
czwartek – kościół pw. św. Wojciecha BM
piątek – kościół pw. św. Aleksandra
piątek – kościół pw. Najśw. Zbawiciela
piątek – kościół pw. MB Wspomożycielki Wiernych
sobota – kościół pw. św. Tomasza Ap.

Z homilii abp. Kazimierza Nycza wygłoszonej podczas uroczystości ku czci patrona Warszawy bł. Władysława z Gielniowa 27 września na Ursynowie:

Nikt nam nie może zamknąć ust na mówienie prawdy w Chrystusie. Jako chrześcijanie mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek nazywania rzeczy po imieniu. Także wtedy kiedy będziemy posądzeni o nienowoczesność, musimy wołać, że życie jest święte i należy je szanować od poczęcia do naturalnej śmierci. Musimy wołać, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety, i żaden inny związek nie może go próbować zastąpić?.

Nauczanie naszych biskupów zachęca nas do odważnego wypowiadania się w obronie życia i modlitwy o poszanowanie życia w naszej Ojczyźnie. Niech taka postawa będzie praktyką członków Akcji Katolickiej.

Ks. Andrzej Parys
Asystent Kościelny Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej.

Maj 2009 r.

Świętowany obecnie okres wielkanocny można nazwać świętem życia. Zmartwychwstały Chrystus pokazuje nam prawdziwy cel naszego życia, jakim jest życie wieczne w Bogu. To życie rozpoczyna się w nas, od naszego chrztu.
Warto więc w naszej tegorocznej pracy formacyjnej, obchodzonej po hasłem ?Otoczmy troską życie?, zwrócić uwagę na konieczność stałej troski o łaskę uświęcającą w nas, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym, jako zalążek pełni życia wiecznego. Nie zapominając o wszystkich aspektach troski o doczesne życie człowieka i środowiska, trzeba nam właściwie wyważyć troskę o życie wieczne człowieka. Przypomnijmy słowa Pana Jezusa:

Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16,26-27), a także:
A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! (Łk 12,4-5).
Prymat życia wiecznego w Bogu, nad życiem doczesnym człowieka, jest szczególnie w tym roku, zaproszeniem nas, do refleksji o poziomie naszej troski o życie wieczne. Brak poszanowania dla życia doczesnego, który obserwujemy jako zjawisko narastające we współczesnym świecie, skłania mnie do wyrażenia opinii, że narasta także zjawisko nieposzanowania o życie wieczne człowieka.
Jeśli chrześcijanin akceptuje jako moralnie dobre i dopuszczalne: aborcję, eutanazję, in vitro, klonowanie, niszczenie środowiska, to uważam, że nie będzie zatroskany o życie wieczne w Bogu, łaskę uświęcającą w sobie i innych, czy życie duchowe. Przypominają mi się słowa z Listu Św. Jana Apostoła: ...Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20). Przenosząc myśl o prawdziwej miłości zawartą w przytoczonym fragmencie, na myśl o życiu, można powiedzieć: kto nie troszczy się o życie doczesne, które widzi, nie może troszczyć się o życie duchowe, życie Boże, życie wieczne, którego nie widzi.
Punktem wyjścia naszej troski o życie wieczne, jest zatem troska o szeroko pojęte życie doczesne. Nie będzie cenił życia duchowego ten, kto nie będzie cenił życia doczesnego, cielesnego. Dawcą jednego i drugiego jest przecież Bóg, dawca wszelkiego życia. Owszem, obserwujemy troskę o doczesne życie, ale troska ta częstokroć budowana jest na fundamencie egoizmu.
Moje życie doczesne jest przed każdym innym życiem. Jeśli jakość mojego życia doczesnego jest według mnie zagrożona, to uprawnia mnie to do: aborcji, eutanazji, in vitro, klonowania, ucieczki przed rodzicielstwem, pracą na rzecz innych, niszczeniem środowiska, itd.
Takie rozumowanie jest dalekie od nauki Chrystusowej, której wszelkim fundamentem jest miłość, czyli zaangażowanie na rzecz prawdziwego dobra innych. Powracając do wcześniejszej myśli, mówiącej o fundamentach troski o życie wieczne, przypomnijmy sobie, że tak jak życie doczesne wymaga stałej troski, tak i życie Boże w nas takiej stałej troski także wymaga.
Nie będę w niczym odkrywczy przypominając to, co jest podstawowe: codzienna modlitwa, systematyczne korzystanie z sakramentów; zwłaszcza pokuty i pojednania oraz Eucharystii, kontakt ze Słowem Bożym, umartwienie i jałmużna. Wykonywanie tych praktyk nie jest potrzebne Panu Bogu, jest potrzebne nam dla zachowania dobrej kondycji życia Bożego w nas. Troska o życie doczesne uczy nas, że właściwy styl życia, profilaktyka i leczenie medyczne, odżywianie, itd. są koniecznością dla długości i jakości tego życia. Przenieśmy to także na życie duchowe.
Wymienione wyżej praktyki religijne są sprawdzonym sposobem naszej troski o życie duchowe. Nie są one celem same w sobie, lecz środkiem do troski o nasze i innych życie wieczne. Przeżywany niedawno okres Wielkiego Postu był dla nas wszystkich przypomnieniem tych podstawowych prawd naszej wiary. Jakimż smutkiem napełnia każdego duszpasterza powszechne dziś zaniedbywanie tych praktyk, czego owoce oglądamy zwłaszcza przy spowiedziach wielkanocnych, do których ludzie niejednokrotnie przystępują po wielu latach. Oziębłość serca na Pana Boga, którego już nie doświadczamy w swoim życiu, uwikłanie w grzechy, świadomość przegranego życia, smutek duszy, utrata sensu życia, to owoce lekceważenia troski o życie Boże w nas, które otrzymaliśmy na chrzcie świętym. Przy całej aktywności naszego działania w Akcji Katolickiej, nie zapomnijmy o właściwej trosce o życie duchowe w nas, bo martwi duchowo nie wiele zdziałamy, co przecież jest naszym zamiarem.

Ks. Andrzej Parys
Asytenf Kościelny Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej.