|
Materiał
formacyjny dla
styczeń 2008 |
Miesiąc
temu zapoznawaliśmy się z wprowadzeniem przygotowanym przez Komisję
Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski, która wydała
materiały omawiające tegoroczny temat duszpasterski: „Bądźmy
uczniami Chrystusa”.
Zazwyczaj, gdy rozmawiamy z ludźmi na tematy religijne i podają przykłady potwierdzające ich wiarę, słyszymy: mamy ślub kościelny, ochrzciliśmy dzieci, chodzimy do kościoła, przyjmujemy po kolędzie, dzieci uczęszczają na religię, itp. Te fakty świadczą o tym, że jesteśmy uczniami Chrystusa ale nie wyczerpują tego, co jest świadectwem o tym, że ktoś przynależy do Kościoła. Dlatego w naszych rozważaniach sięgniemy do Pisma Świętego i nauczania Kościoła, aby to zagadnienie pogłębić. Kluczowym tekstem dla naszych rozważań na najbliższe miesiące będą słowa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” Łk 9, 23. Pan Jezus mówi, że Jego uczeń „bierze swój krzyż”. A co jest naszym krzyżem?. Najogólniej można powiedzieć, że krzyż do cierpienie, którego doświadcza człowiek. Czy jednak każde cierpienie można nazwać krzyżem? Znakiem, że jesteśmy uczniami Chrystusa jest nasze podejście do cierpienia, które jest nieodłącznym elementem życia ludzkiego. Zapoznajmy się z nauką o cierpieniu zawartą w Liście Apostolskim Jana Pawła II Salvifici Dolores, O chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia z 11 lutego 1984 roku:
„W głębi każdego z osobna cierpienia doświadczanego przez człowieka, a zarazem u podstaw całego świata cierpień, nieodzownie pojawia się pytanie: dlaczego? Jest to pytanie o powód, o rację, zarazem pytanie o cel (po co?), w ostateczności zaś zawsze pytanie o sens. Pytanie to nie tylko towarzyszy ludzkiemu cierpieniu, ale zdaje się wręcz wyznaczać jego ludzką treść — to, przez co cierpienie jest właśnie ludzkim cierpieniem. Ból, zwłaszcza fizyczny, rozprzestrzeniony jest szeroko w świecie zwierzęcym. Tylko jednak człowiek cierpiąc wie, że cierpi i pyta „dlaczego” — i w sposób już całkowicie i specyficznie ludzki cierpi, jeśli nie znajduje odpowiedzi na to pytanie. Jeśli nie znajduje wystarczającej odpowiedzi. Jest to zaś pytanie trudne, podobnie jak trudne jest inne, bardzo pokrewne tamtemu, pytanie o zło. Dlaczego zło? Dlaczego w świecie zło? Gdy pytamy w ten sposób, zawsze przynajmniej w jakiejś mierze, pytamy też o cierpienie. Jedno i drugie pytanie jest trudne, gdy stawia je człowiek człowiekowi, ludzie ludziom — a także, gdy stawia je człowiek Bogu. Człowiek bowiem nie stawia tego pytania światu, jakkolwiek cierpienie wielokrotnie przychodzi do niego od strony świata, ale stawia je Bogu jako Stwórcy i Panu świata. I jest rzeczą dobrze znaną, że na gruncie tego pytania dochodzi nie tylko do wielorakich załamań i konfliktów w stosunkach człowieka z Bogiem, ale bywa i tak, że dochodzi do samej negacji Boga. … Pytanie to człowiek może postawić Bogu z sercem rozdartym, gdy umysł jest pełen przygnębienia i niepokoju; Bóg zaś, jak to widzimy już w objawieniu Starego Testamentu, słucha tego pytania i oczekuje na nie. Znalazło to swój najżywszy wyraz w Księdze Hioba. Znana jest historia tego sprawiedliwego człowieka, który bez żadnej ze swojej strony winy zostaje doświadczony wielorakim cierpieniem. Traci majątek, synów i córki, wreszcie zaś sam zostaje dotknięty ciężką chorobą. W tej straszliwej sytuacji pojawiają się w jego domu trzej starzy znajomi, którzy — każdy w innych słowach — starają się przekonać go, że skoro dotyka go tak wielorakie i tak straszliwe cierpienie, zatem musiał dopuścić się wielkiej winy. Cierpienie bowiem — mówią — przychodzi na człowieka zawsze jako kara za przestępstwo. … Hiob jednakże zaprzecza słuszności zasady, która utożsamia cierpienie z karą za grzech, a czyni to w imię swego doświadczenia. Świadom jest bowiem, że nie zasłużył na taką karę, owszem, przedstawia dobro, jakie czynił w swym życiu. W końcu także sam Bóg upomina przyjaciół Hioba za ich oskarżenia i przyznaje, że Hiob nie zawinił. Jego cierpienie jest cierpieniem niewinnego; trzeba je przyjąć jako tajemnicę, której człowiek nie jest zdolny do końca przeniknąć swym rozumem. Księga Hioba nie narusza podstaw transcendentnego porządku moralnego, związanego ze sprawiedliwością — podstaw, które zawierają się w całym Objawieniu, w Starym i Nowym Przymierzu. Równocześnie jednak Księga ta z całą stanowczością ukazuje, że zasad tego porządku nie można stosować wyłącznie i powierzchownie. Jeśli prawdą jest, że cierpienie ma sens jako kara wówczas, kiedy jest związane z winą — to natomiast nie jest prawdą, że każde cierpienie jest następstwem winy i posiada charakter kary”.
ciąg dalszy w następnych numerach miesięcznika
|
Ks. Andrzej Parys - Asystent Kościelny Akcji Katolickiej Archidiecezji Warszawskiej |